Development z Zapomnianej Strony

..:: Paweł Hofman .NET Portal ::..

You want it, you got it!

Zabawa przy Windows Phone 8 zmusiła mnie do zmiany systemu na Windows 8. Wszystko zainstalowało się bez problemów. Co ciekawe udało mi się przy tej okazji obalić kolejny mit. Otóż wersja Windows 8 UPGRADE nie musi być wcale instalowana na istniejącą wersję Windows 7. Ta ostatnia musiała być po prostu kiedyś wcześniej przypisana do naszej maszyny. Po przypadkowym sformatowaniu partycji systemowej z poziomu instalatora i tak wszystko udało się pięknie aktywować.

No ale dosyć tego pięknego ;) Co zepsuło się tym razem? To proste – po zalogowaniu się z użyciem swojego identyfikatora Windows Live (przemianowanego na konto Microsoft, czy jakoś tak), lokalna nazwa katalogu domowego użytkownika wyglądała jakoś dziwnie. Zamiast spodziewanego:

C:\Users\Pawelzobaczyłem:

C:\Users\pawel_000Skąd się wzięły te zera na końcu i po co one komu. Nie mam pojęcia. Ale jak się ich pozbyć?

Na to odpowiedź znalazłem w tym wątku na StackOverflow.com.

Ponieważ już jesteśmy zalogowani na tym koncie, procedura wygląda następująco (w razie problemów zawsze można utworzyć innego użytkownika lokalnego z uprawnieniami administratora, przelogować się, wykonać to wszystko z jego poziomu i usunąć go na końcu):

  • Uruchamiamy “Zarządzanie komputerem” (“Mój komputer”, menu kontekstowe i “Zarządzaj”)
  • Przechodzimy do opcji “Użytkownicy i grupy lokalne”, a następnie “Użytkownicy”
  • Zmieniamy nazwę użytkownika z “pawel_000” na “Pawel”
  • Zmieniamy nazwę katalogu lokalnego z C:\Users\pawel_000 na C:\Users\Pawel
  • Przy użyciu regedit, zmieniamy lokalizację awatara dla naszego profilu tutaj (ProfileImagePath):
HKEY_LOCAL_MACHINE\SOFTWARE\Microsoft\Windows NT\CurrentVersion\ProfileList\

 

HINT:

Jednak moja późniejsza praca na tym koncie uświadomiła mi, że nie wszystko jest jeszcze gotowe. Duża ilość programów podpowiadała źle folder, do którego chciała się zainstalować (zawierał on dalej pawel_000), nie potrafiła poprawnie zlokalizować niektórych ustawień lub ich zapisać. Okazało się, że w rejestrze istnieje jeszcze kilka wpisów, które trzeba poprawić. Są to lokalizacje wszystkich folderów specjalnych użytkownika. Należy je poprawić używając regedit w tej lokalizacji:

HKEY_CURRENT_USER\Software\Microsoft\Windows\CurrentVersion\Explorer\Shell FoldersGotowe!



Jakiś czas temu pokazałem jak skompilować dystrybucję Mono 2.10.9 na swój NAS. Jednak dlaczego nie posunąć się o krok dalej i nie uruchomić stron ASPX na naszym urządzeniu?

Jak zatem skompilować testowy serwer XSP i uruchomić go? Równie dobry opis znajduje się tutaj (tyle, że po rosyjsku).

 

Zacznijmy zabawę od pobrania i wypakowania źródeł dla serwera XSP:

wget http://download.mono-project.com/sources/xsp/xsp-2.10.2.tar.bz2
tar -xvf xsp-2.10.2.tar.bz2 cd xsp-2.10.2

Upewnijmy się, że kompilator mono jest widoczny, tworząc odpowiednie dowiązania do /opt/bin:

ln -s /opt/mono-2.10.9/bin/dmcs /opt/bin/dmcs
ln -s /opt/mono-2.10.9/bin/gacutil /opt/bin/gacutil
ln -s /opt/mono-2.10.9/bin/mdoc /opt/bin/mdoc

I przechodzimy do konfiguracji (w razie potrzeby instalujemy brakujące pakiety - ja musiałem chociażby pkgconfig). Tutaj tak samo, jak w przypadku instalacji Mono, nie pozwalamy na bezpośrednią instalację do katalogu /opt/bin, tylko wymuszamy folder “mono-2.10.9”. Pozwoli to trzymać serwer XSP razem z odpowiadającą mu wersją Mono, jak i w przyszłości na szybką deinstalację (razem z Mono) poprzez proste usunięcie tego folderu.

ipkg install pkgconfig
export PKG_CONFIG_PATH=/opt/mono-2.10.9/lib/pkgconfig/
./configure --prefix=/opt/mono-2.10.9 --disable-docs

Budujemy i instalujemy:

make
make install


Build Environment
Install prefix: /opt/mono-2.10.9
Datadir: /opt/mono-2.10.9/share
Libdir: /opt/mono-2.10.9/lib
Build documentation: no
Mono 2.0 compiler: /opt/bin/gmcs
Mono 4.0 compiler: /opt/bin/dmcs
Target frameworks: .NET 2.0, .NET 4.0
Build SQLite samples: yes

Na koniec tworzymy jeszcze niezbędne dowiązania, aby łatwiej uruchamiać testowe strony:

ln -s /opt/mono-2.10.9/bin/xsp2 /opt/bin/xsp2
ln -s /opt/mono-2.10.9/bin/xsp4 /opt/bin/xsp4

Finał! Uruchamiamy przykład:

cd /opt/mono-2.10.9/lib/xsp/test
xsp4 --port 8888 --applications /:.
A w oknie przeglądarki wpisujemy: http://my_nas:8888/. Nic prostszego.

Gotowe!



Synology NAS pozwala za pomocą panelu administracyjnego w bardzo łatwy sposób skonfigurować domyślną stronę WWW dla naszego urządzenia. Tak samo możemy tam włączyć strony domowe dla użytkowników.

Do wybranego katalogu serwera WWW (np. /volume1/web) wrzucamy cały kod strony html/css/php i to w zasadzie wszystko.

Problem pojawia się niestety, gdy chcemy ograniczyć dostęp do tych zasobów za pomocą najprostszego logowania. Ponieważ pod maską chodzi Apache wydawać by się mogło, że wystarczy dorzucić odpowiednio przygotowane pliki .htaccess i .htpasswd.

Nic bardziej mylnego. Tzn. one zadziałają, ale zaraz po wpisaniu hasła zostaniemy automatycznie przekierowaniu z portu 80 (lub 8080) na port 5000 albo 5001, gdzie uruchomiona jest konsola administrowania urządzeniem. Podsłuchując, co się wtedy dzieje od strony protokołu HTTP okazuje się, że zaraz po zalogowaniu otrzymujemy klasyczny “redirect” (tj. odpowiedź z kodem 302 (3xx)).

Rozwiązanie jak uniknąć przekierowania znalazłem tutaj. Polega ono na edycji pliku PHP strony próbkowania Synology Manager, który gdy nie znajdzie nic w domyślnym folderze stron WWW, to właśnie przekierowuje na panel administratora (lub definitywnie zmieniamy mu nazwę na sample.php.bak).

vi /usr/syno/synoman/phpsrc/web/sample.php

i wykomentowujemy na samym końcu tego pliku:

# else
# {
#    header("Location: ".$admin_link);
# }

A na koniec restartujemy serwer Apache:

/usr/syno/etc/rc.d/S97apache-user.sh restart

Podpowiedzi:

  • Ponieważ .htaccess wymusza logowanie dla całego podrzewa katalogów, dlatego lepiej użyć podfolderu w katalogu głównej witryny WWW i w nim umieścić dostęp przez hasło.
    Użycie np. katalogu “secure” i umieszenie tam .htaccess, spowoduje, że domyślny folder http://www.mój-nas.pl będzie miał dostęp wolny, natomiast http://www.mój-nas.pl/secure/ będzie wymagał logowania.
    Jest to o tyle pomocne, że inne aplikacje (jak chociażby PhotoStation nie będą wymagały podania tego hasła!)
  • Zwyczajowo w pliku .htaccess umieszczamy lokalizację do pliku z hasłami bez podawania pełnej ścieżki, czyli np.

AuthUserFile .htpasswd

ale, nie oznacza to, że katalogiem, w którym poszukiwany będzie ten plik jest folder witryny WWW!. Wręcz przeciwnie, domyślnie jest nim katalog: /usr/syno/apache

I tak oto uzyskaliśmy dostęp za hasłem!



Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że czasy, gdy firmy telekomunikacyjne traktują klienta jak szmatę odeszły w niepamięć. Oj, jak bardzo się pomyliłem i jak dobitnie wykazała się firma Netia S.A., aby mi to uświadomić.

Cała historia zaczęła się w połowie sierpnia, gdy zmieniłem biuro i zamówiłem na infolinii pakiet “Internet + telefon” w swojej nowej siedzibie. Wszystko pięknie, szybko, kurier przywiózł umowę do podpisania, za 2 tygodnie przyszedł monter i “coś” zrobił, a tydzień później przyjechał ruter i nagle zdziwko.

“Brak sygnału DSL”. Hmmm…

Miało działać, a coś jest nie tak i nie działa, ale to wiem i rozumiem tylko ja. Szybki telefon na infolinię – “wszystko aktywowane i w systemie widać, że śmiga”. To zróbmy kilka prostych testów. Dzwonię z telefonu stacjonarnego do siebie. Brawo, udało się, ale numer jakiś nie ten, co w umowie. Hmmm…. dziwne. To zadzwońmy na ten mój z umowy. O! ktoś odebrał i okazało się, że mieszka 3 ulice dalej, i twierdzi, że nagle telefon, z którego zrezygnował kilka miesięcy wcześniej “reaktywował się”!

Dzwonię ponownie na infolinię, i informuję ich, że aktywowali MÓJ Internet i MÓJ telefon u kogoś “przypadkowego”. “Już rejestruję zgłoszenie awarii. Sprawa zostanie natychmiast załatwiona”. Gdy w ciągu kolejnych 3-ch tygodni dzwoniłem tam jeszcze 4 razy i słyszałem dokładnie to samo, czasem przeplatane tekstem, że “zaraz się z Panem skontaktuje ekipa naprawcza”, to zacząłem nabierać podejrzeń, że ktoś mnie zbywa tanimi tekstami.

Czekam, nic innego nie pozostało. Czekałem 46 dni. W tym czasie, nikt z Netii S.A. się ze mną nie skontaktował, nikt nie napisał maila, a sprawa nadal została nierozwiązana. W ciągu tych dni Netia nie zrobiła dosłownie nic. Cóż… może dlatego, że była zajęta przejmowaniem kolejnej firmy, ale tego nie jestem pewien. Może wszyscy byli na urlopie. Może takie zachowanie to ich najnowsza dewiza. W ten też sposób z klienta, który sam przyszedł do nich, stałem się najbardziej rozgoryczonym złośliwcem.

Po wspomnianych 46-u dniach, zgłosiłem reklamację, że nie chcę płacić rachunków za kogoś, jeśli przypadkiem miałbym dostać jakąś fakturę, i w tym samym piśmie wypowiedziałem umowę. No proszę was, ile może czekać klient biznesowy!

Teraz uwaga, bo to co się stało później, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Firma Netia S.A. ze swoim flagowym oddziałem obsługi klienta, postanowiła kontynuować swoją w pełni nie-profesjonalną postawę, odpowiadając na moją reklamację – NEGATYWNIE! Ale uwaga, zrozumieli, że Internetu i telefonu nie mam, zatem anulują rozmowy prowadzone przez osoby trzecie. Jednakże wg nich umowę wypowiedziałem za wcześnie i obciążą mnie kosztami aktywacji. Pytanie tylko jakiej – bo ja w umowie mam konkretną lokalizację, a tam jak nic nie było, tak dalej nic nie ma! A za wcześnie, bo niby powinienem odczekać 70dni! Na dobicie, konsultant rozpatrujący reklamację stwierdził, że nie mam prawa odwołania ani odpowiedzi i jego decyzja jest ostateczna.

Jak we dwa dni później pozbierałem szczękę z ziemi, to tylko zostało mi stwierdzić kilka faktów i odesłać je ponownie na piśmie na skrytkę pocztową Netii w Katowicach. (Tak są pewne biura lokalne, które sprzedają te usługi, ale to już jest Internetia i nie bardzo chcą obsługiwać klientów, którzy podpisali umowy przez infolinie. Także przestroga – wszystkie reklamacje wysyłajcie zawsze na piśmie!).

A to, co stwierdziłem to:

  • w umowie mam konkretny lokal, gdzie aktywacja powinna mieć miejsce
  • umowa definiuje 40 dni od daty podpisania, jako ostateczny termin wykonania przez Netię S.A. aktywacji
  • brak możliwości odpowiedzi na odpowiedź łamie postanowienia regulaminu, na który wielokrotnie powoływał się konsultant
  • to umowa jest obowiązująca, a regulamin; regulamin reguluje to, co nie jest powiedziane w umowie
  • to po prostu najzwyklejsza próba wyłudzenia pieniędzy za niewykonaną usługę
  • podoba mi się to myślenie, że “jesteśmy dużą firmą – PŁAĆ, bo w sądzie z nami nie wygrasz”

Na koniec – cóż, minęło 65dni. Internetu dalej nie mam, do wyboru mam jeszcze TP S.A., bo nikt inny nie obsługuje centrum miasta. Dobrze, że to Wrocław, duże miasto, dobrze, że 21. wiek i premier Pawlak mówi o informatyzacji kraju. Ha! Oby tak dalej!



Dziś ukazała się długo oczekiwana nowa wersja moich bibliotek CodeTitans Libs v1.5. Zawiera ona szereg poprawek oraz nowych funkcjonalności.

Niewtajemniczonym, podpowiem, że służą one do: obsługi odczytu i zapisu w formacie JSON, wymiany danych z użyciem protokołu Bayeux oraz zawierają inne funkcjonalności potrzebne przy przenoszeniu programów z iPhone’a do Windows Phone 7.

Zapraszam do pobierania tutaj.



Kolejną ciekawostką, którą chciałbym omówić są zdalne repozytoria i dostęp do nich. O ile są to repozytoria tego samego typu (czyli np. Subversion połączone z Subversion – jako externals, czy Git pracujący z Gitem – jako submodules), to nie ma to większego znaczenia i obsługa jest bezproblemowa.

Ciekawsze są oczywiście krzyżówki. Jeśli przyjrzymy się bliżej pracy w Git, który musi korzystać z zewnętrznego repozytorium Subversion, to już wcale nie musi wyglądać prosto. Weźmy choćby mój projekt CodeTitans Libraries (wspomagający użycie protokołu Bayeux, standardu wymiany danych tekstowych JSON, InversionOfControl oraz udostępniający niektórych funkcjonalności znanych programistom iOS SDK w .NET-cie). Codeplex.com udostępnia go jako Subversion.

Przyjmijmy, że repozytorium Git, ma bardzo prostą strukturę złożoną z branchy master oraz develop. Pierwszy służy to przechowywania referencji stabilnych wersji kodu oraz ich etykietowania. Drugiego używamy do rozwijania i pracy nad aktualnym kodem.

Cel: gdzieś w katalogu Externals/CodeTitans chcielibyśmy mieć kod z też projektu.

W tym celu przede wszystkich będziemy potrzebowali dodatkowego brancha. Nazwijmy go codetitans_develop. Wybiegając do przodu - Git tak naprawdę skopiuje pełny kod źródłowy zewnętrznego projektu i sam będzie go wersjonował. Niestety minus jest taki, iż będzie on ten kod próbował umieścić w głównym folderze swojego własnego repozytorium, generując niezły chaos, przy złączeniu obu projektów (tego pierwotnie trzymanego w Gicie oraz nowego). Praca na dodatkowym branchu pozwoli nam zatem na wprowadzanie lokalnych zmian, np.:

  • przeniesienia plików do wspomnianego folderu Externals/CodeTitans
  • dokonywania innych drobnych modyfikacji (np. gdy chcemy bezpośrednio dodać pliki do solution, bez referencjonowania projektów biblioteki CodeTitans Libraries, to może widoczność zmienić z ‘public’ na ‘internal’)

A zatem, po kolei:

  1. Dodanie nowego brancha:

    git checkout –b codetitans_develop
  2. Dodanie referencji do zewnętrznego repozytorium SVN:

    git svn init https://codetitans.svn.codeplex.com/svn -R codetitans --prefix Externals/CodeTitans/ --ignore-paths="^[^/]+/(?:branches|tags|bin)"

    - lokalizacja – codeplex.com
    - nazwa lokalna – codetitans
    - ponieważ repozytorium to ma standardową strukturę, a nas interesuje jedynie ‘trunk’ – ignorujemy pozostałe foldery
  3. Pobieramy historię zmian z repozytorium SVN:

    git svn fetch codetitans

    (za pierwszym razem pobrane zostanie pełna historia, co może trochę trwać; dla oszczędzenia czasu plecam dodanie opcji “-r <rev>” z numerem ostatniej rewizji, która jest dla nas istotna; później już oczywiście tylko ostatnie zmiany będą synchronizowane)
  4. Poprzednie polecenie, de facto, pobiera pliki, ale nie są one jeszcze nigdzie widoczne. Aby stały się widoczne, musimy połączyć je (operacją merge) z aktualnym branchem (tym utworzonym i ustawionym jako aktualny w kroku 1.).
    Pytanie pozostaje, co mamy teraz łączyć.

    Lista wszystkich branchy (git branch –a) ujawnia, że zostało dodane wskazanie zewnętrzne na kod SVN. Wygląda ono mniej więcej tak:

    remotes/Externals/CodeTitans/git-svn

    I łączymy kod:

    git merge –squash remotes/Externals/CodeTitans/git-svn

    Uwaga! W przyszłości to właśnie tutaj, podczas operacji merge będzie występowało najwięcej konfliktów. Tutaj też ładnie je rozwiążemy, a osobny branch gwarantuje nam, że nie mieszamy kodu (i zmian w nim) projektu zewnętrznego z naszym produkcyjnym.
  5. Wprowadzamy wszystkie niezbędne poprawki (przenosimy, zmieniamy treść plików…). Oczywiście operacje te kończymy pojedynczym:

    git commit –a –m “<komunikat>
  6. Wracamy z powrotem na nasz główny branch:

    git checkout develop
  7. I dodajemy do niego wypielęgnowany kod zewnętrznego projektu, który idealnie pasuje do naszej struktury:

    git merge --no-ff codetitans_develop

    - --no-ff – bardzo ważna opcja dla późniejszej graficznej wizualizacji repozytorium i zmian na nim; otóż wszystkie zmiany z brancha codetitans_develop nie zostaną wessane do brancha aktywnego w tym momencie brancha develop

    Tutaj już nie powinny wystąpić żadne konflikty, bo kod jest jednak rozdzielny, a wszystkie zmiany odnośnie zewnętrznej biblioteki prowadzone były na branchu “codetitans_develop”.
  8. Aktualizacja:

    Kiedy nasz projekt Subversion ulegnie zmianie, musimy je mozolnie dodać na repozytorium Git. Niestety, aby wszystko pięknie działało, należy wykonać wszystkie kroki od 3-ego włącznie.

Salute!



Czasem zdarza się sytuacja, w której ktoś, kto ma dostęp tylko do odczytu do naszego repozytorium SVN, chciałby w nim coś jednak zapisać. Udało mu się (lub jej) rozwiązać jakąś usterkę czy problem, albo usprawnić działanie. Moglibyśmy w tym miejscu dodać uprawnienia do zapisu i byłoby po sprawie.

Jednak czy na pewno? Zawsze jakieś “ale”! Z czegoś wynikał przecież fakt, że ów użytkownik nie posiadał pełni praw.

  • Czy wspomniana zmiana ma w ogóle sens i czy w ogóle istnieje? (może ktoś tylko chce wyłudzić dostęp)
  • Czy zmiany są w pełni przetestowane?
  • Czy nie wprowadzają luk w zabezpieczeniach i innych ukrytych furtek?
  • Czy zgadzają się one z konwencją nazewniczą i stosują projektowe formatowanie kodu?
  • Czy będziemy pamiętać, o cofnięciu uprawnień, gdy zmiany zostaną już wysłane do repozytorium?

Wyjściem z tej sytuacji może okazać się utworzenie "łatki" (patcha), która zawierała będzie tylko proponowane zmiany w konkretnych plikach i lokalizacjach. Później przekazanie jej zaufanej osobie w projekcie, która zmiany te może przejrzeć, ocenić i ma prawa do zapisu na serwerze. Oto jak się za to zabrać:

  1. Zapamiętanie zmian:

    svn diff > fix.diff

    (Rozszerzenie diff jest rozpoznawane przez wiele edytorów, podświetlając składnię podczas przeglądania, niemniej jednak każde inne byłoby równie dobre)

  2. Aplikacja zmian:

    patch -p0 -i fix.diff

    Teraz można sprawdzić, co i gdzie się zmieniło i po przeglądzie (oraz koniecznie testach) wysłać do repozytorium na serwerze.
  3. Wysłanie na serwer:

    svn commit –m “<message> 


Jeżeli zależy nam na jakości wytwarzanego oprogramowania (co jest z góry wiadome, że tak) – to pojęcie Continous Integration nie powinno być obce. Mi osobiście do gustu przypadł projekt BuildBot. Jednym zdaniem – mały, prosty, obsługujący wiele platform, bardzo łatwo rozszerzalny i co więcej mamy pełny kod źródłowy, gdyby coś poszło nie tak…

Jak go zatem zainstalować na Windows XP (i późniejszym)? Twardzieli odsyłam do “oficjalnego” przewodnika. Ja postaram się dodać coś od siebie i zmniejszyć ilość potrzebnym kroków:

  1. Instalujemy Python 2.7.1. Inne (czyt.: wyższe) wersje Pythona mogą być nieco niewygodne, bo nie wszystkie ‘pakiety’ wymagane przez BuildBota mogą być już zaktualizowane, aby z nią działać i w chwili pisania, tak właśnie było.
  2. Do zmiennej systemowej PATH dodajemy odpowiednio katalogi (co skróci niektóre męki przy wykonywaniu poleceń z konsoli):
    • C:\Python27
    • C:\Python27\Scripts
      (najprościej chyba we Właściwościach Systemu –> Zaawansowane –> Zmienne środowiskowe i tam znajdziemy Path)
  3. Instalujemy twisted w wersji 10.2.
  4. Instalujemy SetupTools dla Pythona w wersji 2.7.1. Będą one potrzebne, aby później bez problemu pobrać z sieci wszystko to, czego jeszcze brakuje dla działającej instancji BuildBota.
  5. Teraz poleceniami instalujemy:
    • easy_install Zope.Inteface
    • easy_install jinja2
    • easy_install PyCrypto
    • easy_install PyOpenSSL
  6. Wreszcie pobieramy samego BuildBota (jako master i slave). Rozpakowujemy do katalogu C:\Temp.
  7. Instalujemy go:
    • python C:\Temp\buildbot-0.8.2\setup.py install
    • python C:\Temp\buildslave-0.8.2\setup.py install
  8. Sprawdzamy, czy wszystko działa:
    buildbot --version

    Powinno zwrócić numer wersji, a nie krzyczeć o brak zainstalowanego pakietu.
  9. Teraz pozostała już tylko własna konfiguracja maszyn budujących, dostępów do repozytoriów, nadobnych akcji, uruchamiania testów oraz przygotowywaniu release’a. O tym może opowiem coś niedługo. Dokumentacja natomiast opisuje wszystko bardzo czytelnie.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym w tym momencie nie napotkał na problem oraz nie próbował ostrzec, że bardzo łatwo zmarnować wieczór i stracić dobry humor. Powód dość prozaiczny. Nie działa logowanie oraz podgląd wykonywanych poleceń, historia itp. Generalnie dużo rzeczy wygląda jak nieudane posuniecie i brak wsparcia dla Windowsa. Nic bardziej mylnego.  Winą obarczmy brak zgrania BuildBota z najnowszą wersją twisted. Bardzo ładnie opisano to w tickecie #1697. Z pomocą przychodzi nam tutaj oczywiście otwartość kodu tego projektu. W opisie problemu znajduje się odnośnik do poprawki. Aplikujemy ją bardzo prosto, nadpisując plik builder.py, tym, który ściągamy z repozytorium.

Uruchamiamy ponownie BuildBot mastera i gotowe!



Kontynuując post o samym tworzeniu repozytorium i dostępie do niego z poziomu terminala Linuxa, warto też wspomnieć, że tak samo łatwo skonfigurować go można na Windowsie.

Otóż tunel ssh definiujemy w sekcji [tunnels] pliku (ścieżka dla Windows 7):

C:\Users\<użytkownik>\AppData\Roaming\Subversion\config

 

Wygląda on mniej więcej tak:

ssh = “C:/Programy/Putty/plink.exe” –P <port SVN> –l <użytkownik>
                                  –i “C:/Users/<użytkownik>/.ssh/id_rsa”

Wyjaśniając:

  1. Przy użyciu programu plink (wchodzącego w skład ‘paczki’ putty, którą trzeba pobrać i zainstalować wcześniej), utrzymywane będzie połączenie ssh do serwera.
  2. Plik klucza prywatnego id_rsa, nie jest wymagany, a jedynie stanowi ułatwienie, aby nie wprowadzać hasła przy każdorazowym dostępie do serwera (a ich żądań może być wiele nawet przy jednorazowej aktualizacji plików, czy pobieraniu/przeglądaniu repozytorium).

 

 

Jest jeszcze druga wersja tego tunelu, która pozwala na jednoczesne korzystanie z TortoiseSVN. Wygląda ona tylko nieznacznie inaczej:

ssh = “C:/Program Files/TortoiseSVN/bin/TortoisePlink.exe” –P <port SVN> –l <użytkownik>
                                 –i “C:/Users/<użytkownik>/.ssh/id_rsa”

 

 

Do repozytorium dostajemy się później standardowo poleceniem:

svn co svn+ssh://<ścieżka>

oraz aktualizujemy:

svn up .

Gotowe!



Od jakiegoś już czasu firmware do kilku modeli firmy dLink (DI-524, DIR-628, DIR-655) posiadał dość znaczącą lukę w zabezpieczeniach obsługi protokołu HNAP. O tym jak przejąć kontrolę nad takim ruterem można poczytać tutaj.

Najnowsza aktualizacja do wersji v1.32EUb01 (z 02/10/2010) rozwiązuje ten problem. Niestety wprowadza dodatkowe niedogodności, o których nie ma ani słowa w ‘release notes’. Od tej chwili mimo, że w ustawieniach włączymy UPnP, opcja ta nie będzie dostępna. Zatem wszystkie programy, które używają tej funkcjonalności - automatycznie przestaną działać.

Niestety jedynym lekarstwem, jest nie aplikowanie tej aktualizacji i dalsze pozostawanie przy wersji v1.31EUb02 Beta (z 14/01/2010). A może ktoś zna lepszy sposób? Pozostaje mieć nadzieję, że firma dLink poprawi ten błąd wkrótce.



Autor

Paweł Hofman [CodeTitans]

ASP.NET
C/C++, C#, Objective-C
SQL

License and Disclaimer

Moje Gry i Aplikacje

Zobacz mnie na GoldenLine

Zobacz mnie na LinkedIn
Supported by Polish SQL Server User Group (PLSSUG)

Supported by WrocNet.org

Zine.net.pl

Wpisy

Projekty

Moje projekty open-source:

Sign in